Broń
- ⚔️Piła łańcuchowaLEG.
- ⚾Kij z gwoździamiRZAD.
- 🧹MiotłaZWYKŁE
Nikt nie potrafił powiedzieć z pewnością, gdzie to się zaczęło. Jedni mówili o zdechłym szczurze w tunelach pod Dworcem Centralnym, tą stacją, która zawsze wyglądała jakby apokalipsa właśnie się skończyła, nawet w dobrych czasach. Inni wskazywali na nieoznakowany kontener w porcie w Gdańsku, którego celnictwo nigdy nie otworzyło, bo system padł, a zastępca zastępcy był na urlopie. Nieliczni szeptali o laboratorium w Instytucie Biologii Doświadczalnej w Warszawie, którego częstotliwość alarmowa zamilkła w nocy 12 marca i nigdy nie wróciła. W jednym wszyscy się zgadzają: wybuchło we wtorek, w godzinie szczytu.
„Gdy zapadł zmrok, PKiN wciąż świecił, złocąc miasto, w którym nie zostało już nic żywego. Aleje Jerozolimskie, puste, zaścielone przewróconymi wózkami i porzuconymi butami. A w ciemności, była głodna."
Od katany po kukiełkę Billego. Od czołgu po krasnala ogrodowego. Każdy ocalony ma 3 przedmioty: wybieraj mądrze. Odblokuj nowy sprzęt zdobywając doświadczenie.
Posiłki stają się dziełami sztuki. Morale zespołu nigdy nie spada poniżej 60%.
Zespoły, które wciąż mają informacje ze starego świata, trzymają się dłużej. Zaloguj się, aby aktywować stały bonus.
Korona wymusza szacunek nawet w chaosie. Lider emanuje obecnością, nikt nie podważa jego rozkazów.
▌ OD 0 DO 1200+ · OD „ZOMBIEPASZY" DO „TRYBU BOGA"
Uruchom symulację. Poznaj swój Survival Score. Udostępnij zespół. Każda decyzja się liczy. Każdy dzień zbliża cię do TRYBU BOGA albo do śmierci.
▌ 4 transmisje do przeczytania przed zbudowaniem zespołu
Pierwsze przypadki pojawiły się na stacji Metro Centrum. Pasażerowie zataczający się po peronie, popielaci, padający na posadzkę, zanim podnieśli się z mechaniczną powolnością, szkliste oczy, opadająca szczęka, palce drgające jak sznurki zepsutych marionetek. Ochrona metra pomyślała najpierw o dopalaczach. Potem zaczęły się ugryzienia.
W niespełna dwie godziny warszawskie metro, dwie linie, trzydzieści trzy stacje, ten system, z którego Warszawa jest taka dumna, bo budowała go czterdzieści lat i wreszcie ma coś, czym może się pochwalić przed Pragą i Budapesztem, zamieniło się w rzeźnię. Linia M1, ta która biegnie z Kabat na Młociny przez cały kręgosłup miasta, stała się pułapką: zatłoczone składy jechały dalej, drzwi zablokowane, krzyki gasły wagon po wagonie, stacja po stacji. Na węźle Centrum, pod rondem Dmowskiego, pod tym skrzyżowaniem, gdzie codziennie krzyżują się losy miliona ludzi, tysiące osób utknęło między bramkami a szarą falą, która wylewała się z tuneli.
Na powierzchni Warszawa nie zrozumiała od razu. Na Nowym Świecie ludzie jeszcze pili kawę w ogródkach i jedli pączki z różą, kiedy pierwsi zarażeni wyczołgali się z kratek wentylacyjnych na Krakowskim Przedmieściu, potykając się w świetle latarni, mijając pomnik Kopernika, który od dwustu lat wskazuje niebo i który teraz wskazywał w jedynym kierunku, z którego nie nadchodziła pomoc. Ludzie filmowali. Oczywiście, że filmowali. Film, na którym gość w koszulce Legii gryzie kelnera w barze mlecznym na Poznańskiej, trafił do sieci: dwadzieścia osiem milionów wyświetleń, zanim internet padł.
Premier wygłosił oświadczenie o 18:47 z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. O 19:15 Kancelaria była ciemna. O 20:02 w Komendzie Głównej Policji na Puławskiej nikt nie odbierał. Polska przetrwała rozbiory, dwie wojny światowe, okupację, komunizm, stan wojenny i transformację. Odkrywała teraz, że istnieją rzeczy, na które nawet polski hart ducha nie wystarcza.
Wojsko próbowało utrzymać mosty. Warszawa jest miastem podzielonym rzeką, Wisłą, tą samą Wisłą, w której odbijało się płonące getto w '43 i za którą Armia Czerwona stała bezczynnie w '44, patrząc jak miasto umiera. Tym razem nie było nikogo po drugiej stronie, kto mógłby patrzeć. Zablokowali Most Poniatowskiego, Most Świętokrzyski, Most Łazienkowski. Ale Warszawa ma ich dwanaście, a rzeczy, które szły przez wodę, nie potrzebowały mostu.
Praga, ta druga strona Wisły, ta dzielnica, o której lewobrzeżna Warszawa zawsze mówiła szeptem, padła pierwsza. Na Targowej i Ząbkowskiej, ulicach które przetrwały wojnę bo Niemcy nie raczyli ich zbombardować i które potem przetrwały komunizm i gentryfikację, drzwi kamienic zamknęły się z trzaskiem, który brzmiał jak trumny. Na Stadionie Narodowym, tym biało-czerwonym kolosie nad Wisłą, gdzie Polska grała na Euro 2012, gdzie Lewandowski strzelał gole, pięćdziesiąt osiem tysięcy pustych krzesełek łapało światło reflektorów. Cienie wlokły się po murawie.
Na Starym Mieście, tym Starym Mieście, które nie jest stare, bo Niemcy zrównali je z ziemią w '44 i Polacy odbudowali je cegła po cegle z czystego uporu, kolorowe kamieniczki Rynku stały jak zawsze. Kolumna Zygmunta górowała nad placem Zamkowym. Ale pod kolumną, na placu, nie było turystów robiących zdjęcia. Były tylko kształty, które się poruszały.
W Pałacu Kultury i Nauki, tym stalinowskim torcie weselnym, który Warszawa nienawidzi i kocha jednocześnie, bo to najbrzydszy i najwyższy budynek w mieście i jednocześnie jedyne miejsce, z którego nie widać Pałacu Kultury, światła na szczycie iglicy jeszcze świeciły. Z trzydziestego piętra widać było jak Warszawa gaśnie. Dzielnica po dzielnicy.
Warszawa. Miasto, które zostało zniszczone i odbudowane. Miasto, które zawsze wstawało z kolan.
Tym razem wstało. Ale nie tak jak trzeba.
I w ciemności między blokami a kamienicami, między kościołami a centrami handlowymi, między Wisłą a resztą, dwa miliony ust się otworzyło. Nie żeby mówić. Nie żeby krzyczeć. Nie żeby narzekać na pogodę. Żeby gryźć.